Stało się. Wbrew wszelkim młodzieńczym zapewnieniom przeczytałem „Przedwiośnie”. Wprawdzie było to „Przedwiośnie żywych trupów”, ale jak sam Kamil Śmiałkowski przyznaje:
W 90 procentach Żeromski, ja tam namieszałem może w 10 procentach.
Radość z czytania tym większa, że czytałem przed premierą (ta jutro, tj. 6.10.2010). Dzięki Runie i nakanapie.pl.
Zacznę od okładki, bo niestety muszę przyznać, że to najsłabsza część książki. Po Runie spodziewałem się czegoś lepszego. Niektóre ich okładki są naprawdę dobre, ale nie ta. Na szczęście zawartość jest o wiele lepsza.
„Przedwiośnie żywych trupów” to mash-up literacki, mieszanka kilku elementów. W tym wypadku Kamil Śmiałkowski do „Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego dorzucił m.in. zombie, które są najbardziej widoczne, ale sprawni czytacze znajdą kilka innych postaci nie z tej ziemi. Innym przykładem takiego mashupu jest m.in.„Duma i Uprzedzenie i Zombie”.
Niestety, to że nie czytałem oryginalnego utworu, może sprawić, że umknęło mi wiele „wstawek”. Jednak, po kilku wyrywkowych porównaniach, muszę przyznać, że bardziej zaskoczył mnie Żeromski – fragmenty, które przypisywałem Śmiałkowskiemu, okazywały się niezmienionym tekstem sprzed blisko 90 lat.
O fabule nie będę pisał, każdy kto czytał „Przedwiośnie” (lub jego streszczenia) wie czego się spodziewać. Dużych odstępstw od oryginału nie ma. Są to głównie drobne zmiany w tekście, czasami zdarzają się większe modyfikacje, jak np. fakt, że bolszewicy to żywe trupy, którzy nie tylko idee, ale i chorobę swoją rozprzestrzeniają. Zombie oczywiście potrzebują mózgów, dosłownie i w przenośni. Mózgów jako pożywienia, które mogą zjadać i które dają im energię do życia, oraz mózgów jako nosicieli rewolucjonistycznych idei.
Cezary Baryka jest żywym trupem. Nie potrafi płynnie mówić, jąka się strasznie, w kontaktach z innymi musi wspomagać się kartką i ołówkiem. Napędza go głód i od czasu do czasu musi skonsumować mózg. Nie znajdziemy jednak w książce drastycznych opisów. W Baryce została odrobina człowieczeństwa, która walczy z jego nową naturą.
Największy urok książki Śmiałkowskiego polega na tym, że nowa „warstwa” „Przedwiośnia” nie jest budowana za pomocą rozbudowanych opisów, charakterystyk postaci, ale przy pomocy drobnych elementów. Kilka słów wstawione przez Śmiałkowskiego, do zdania napisanego przez Żeromskiego, zmienia jego sens, odkrywa nowe elementy magicznego świata „Przedwiośnia żywych trupów”. Bo nie tylko zombie, możemy tam spotkać. Znajdziemy tam nekromantów (w postaci Szymona Gajowca), diabły (nie zdradzę Wam kim są), anielice i innych. W nowym „Przedwiośniu” nie tylko bohaterowie są odmienieni. Pojawiają się wydarzenia, których na próżno szukać w oryginale.
Jeżeli chcesz przeczytać tę książkę, oczekując dobrego horroru z zombie w roli głównej – nie sięgaj po nią. Zawiedziesz się.
Jeżeli chcesz spędzić czas na dobrej zabawie pod tytułem „znajdź dziesięć elementów, którymi różnią się dwa obrazki” lub zobaczyć jak kilka słów potrafi zmienić opowiadaną historię, to ta książka jest dla Ciebie.
Przeczytaj ją również wtedy gdy nie będzie Ci się chciało czytać „Przedwiośnia” na lekcje języka polskiego. Tylko uważaj, niektóre rzeczy będziesz musiał przemilczeć
Na koniec zapraszam Was na dedykowaną stronę poświęconą „Przedwiośniu żywych trupów„.
Może zainteresują Cię również:














{ 2 trackbacks }